Po trzech medalach mistrzostw świata Justyny Kowalczyk w Libercu jej rodzinna Kasina Wielka oszalała. – Jednak zmiany nazwy wsi na Justyna Wielka nie planujemy – żartuje wójt Tadeusz Patalita.
W sobotę biegaczka zdobyła złoty krążek w biegu na 30 kilometrów, do Kasiny Wielkiej dotarła w niedzielę w środku nocy. Nad ranem pod remizą i pod jej domem zebrał się tłum kibiców. Były szampan, orkiestra, hymn państwowy, a potem śpiewy do białego rana.
Złota medalistka nie mogła zrobić nic innego, jak wyjść do kibiców. – Spałam ze stoperami na uszach, ale wiedziałam, co się szykuje. Dlatego poprosiłam mamę, by mnie obudziła – relacjonowała bohaterka. – Łzy same cisną się do oczu. Sąsiedzi poklepują po plecach, widać, że są dumni z Justyny. W pewnym momencie zaczęli śpiewać nawet pieśni maryjne – uśmiecha się Józef Kowalczyk, ojciec biegaczki.

– Mamy pogodę na sukces – żartował z kolei jeden z mieszkańców, gdy po stoku z mikrofonem biegał popularny z telewizji prezenter prognozy pogody. Gwiazdą dnia była jednak Justyna, która cierpliwie odpowiadała na niekończące się pytania dziennikarzy. – Jestem przeziębiona, spałam dwie godziny. Z siostrą rozmawiam pierwszy raz od pół roku, tatę widziałam dziś częściej w telewizorze, niż na żywa. To właśnie ta gorsza strona popularności. Mistrzostw szybko nie zapomnę, choć we wtorek ruszam na zawody do Lahti – narzekała.
Marta Skowronek, nauczycielka wuefu biegaczki nie ma wątpliwości, że woda sodowa nie uderzy mistrzyni do głowy. – Odkąd pamiętam to była skromna, pracowita dziewczyna. Będzie świetnym ambasadorem Kasiny, ale chyba kult Justyny nam nie grozi – zapewnia.
W rodzinnej wiosce biegaczki już teraz chcą kuć mistrzowskie medale póki gorące. Dlatego nie kryją żalu do Mirosława Drzewieckiego. Minister sportu zaznaczył bowiem, że jego resort nie dofinansuje budowy trasy biegowej w Kasinie Wielkiej. – Jak otwierał u nas boisko „orlik”, to obiecywał pomoc. Mamy to nagrane – piekli się wójt Patalita. Do kwietnia samorządowiec chce wykonać koncepcję architektoniczną trasy, do lipca sfinalizować wykup lasów państwowych, potem rozpisać przetarg i otworzyć obiekt jeszcze w 2010 roku. Koszt to 30 mln zł. Trasa ma spełniać wymogi FIS. – Ostatnio coraz więcej dzieci biega na nartach, choć młodzież woli łatwiejsze dyscypliny. Za czasów Justyny mieliśmy starty zużyty sprzęt, brakowało smarów. To nie było bieganie tylko mordęga – wspomina wuefistka.
Latem miejscowe dzieci ćwiczyłyby na nartach z rolkami. – Najpierw trzeba załatać drogi, bo się pozabijają – uśmiecha się tata Kowalczyk. Tymczasem wójt już ma pomysł skąd zdobyć pieniądze na remont drogi, ma poparcie władz województwa. – Zmodernizujemy trasę do Kasiny, bo jeszcze nie raz tu przyjedziecie. To dopiero początek wielkich sukcesów Justyny – przekonuje Patalita.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
