Czas zimowy

Zima ma mnóstwo uroku, szczególnie, gdy jest piękna, biała i śnieżna. Lecz gdy dzień się skraca, a za oknem mamy nawet nie białe płaszczyzny, a ponurą szarość – wtedy nawet najbardziej odporna jednostka łatwo wpada w przygnębienie. I niewiele jest czynników, które mogą stanowić antidotum na jesienno-zimową depresję.

Solarium pomaga tylko doraźne, a poza tym, często jego użytkownicy tracą umiar, i zamiast dumnie nosić delikatna opaleniznę, epatują niezdrowym brązem, bardziej przywodzącym na myśl skwarki, niż pobyt w ciepłych krajach.

0301725.jpg

Gdy w ten zimowy czas uważnie wsłuchamy się w siebie, wówczas łatwo okazuje się, za czym tęsknimy, i co wywołuje w nas prawdziwe łzy wzruszenie. Wtedy wydaje się, że czas zanucić piosenkę Kabaretu Starszych Panów „Adios, pomidory, adios ulubione…”, – bo jeśli zamykamy powieki, wyczerpani warzywno-owocową posuchą, wówczas przed naszymi spragnionymi oczami (i żołądkami) przesuwa się korowód niemal niedostępnych zimą produktów.

Łzy tęsknoty wywołuje czerwoność pomidorów i papryk, głęboki fiolet kabaczków, zielono prążkowane cukinie sąsiadują w naszych wspomnieniach z wesołą żółcią fasolki szparagowej. Odurzająco pachną truskawki, ścieka aromatyczny sok z malin zrywanych wprost z krzaków. Cierpkie porzeczki powodują przypływ śliny w nasze spragnione usta – a takich wrażeń nie wywoła przecież żaden nie rodzimy owoc, jak dajmy na to, grejpfrut.

Lecz gdy za oknem ujemne temperatury, a na naszych grządkach jeszcze nawet nic nie wschodzi – wówczas powinniśmy cieszyć się tym, co w ogóle nam dostępne.
Więc sadźmy zimą bazylię w doniczkach, hodujmy kiełki – i jedzmy wszelkie cytrusy. Marząc o nadejściu wiosny, która przyniesie nam nie tylko nowalijki, ale i dobre samopoczucie – z nich właśnie, między innymi, czerpane.

Authors
Top